| Podsumowanie sezonu Jesień 2011: ZINA Liga Siódemek |
|
|
|
| Piątek, 20 Styczeń 2012 17:14 |
|
W ZINA III lidze, w minionym sezonie rywalizowało 10 zespołów. Dość szybko przewagę nad resztą stawki zyskały trzy z nich: Fingol, Wilczenza i Pohybel. I to one w tej właśnie kolejności awansowały do II ligi, ze znaczną przewagą nad resztą stawki. Rzutem na taśmę, dzięki stracie punktów przez bezpośredniego rywala, pierwsze miejsce i końcowe zwycięstwo zapewnił sobie debiutujący w naszych rozgrywkach Fingol. Drużyna Konrada Ormana przez cały sezon zaprezentowała solidny futbol, pokazując duży potencjał w ofensywie. Spora w tym zasługa ofensywnego tercetu: Michał Wielk – Rafał Polakowski – Marcin Smoliński. Ten ostatni, z imponującym wynikiem 21 goli na koncie sięgnął po koronę króla strzelców rozgrywek.
Drugie miejsce przypadło, odradzającej się po bolesnym spadku Wilczenzie, która mimo wielu zawirowań kadrowych, szybko i pewnie wróciła na drugi front. To ona jako jedyna pokonała tryumfatora, jednak pechowy remis, grając cały mecz w osłabieniu w ostatnim spotkaniu, zadecydował o drugiej lokacie w końcowej tabeli. Siła drużyny Rafała Tomczaka tkwi przede wszystkim w wyrównanej, choć nieco krótkiej kadrze, w której każdy zawodnik, był w stanie „zrobić różnicę”. Na wyróżnienie na pewno zasłużył jednak choćby Daniel Żak.
Trzecie miejsce dla Pohybla, do którego jak ulał pasuje stwierdzenie „do trzech razy sztuka”. Ekipa Artura Klimaszewskiego kolejny sezon przymierzana była do awansu, jednak zawsze czegoś brakowało. Tym razem również nie ustrzegli się niespodziewanych wpadek jak porażka z Celestes, czy bezbramkowy remis z Atletico, jednak cel został osiągnięty. Pohybel wreszcie uporał się z problemami kadrowymi, a mając w składzie takich zawodników jak bramkostrzelny Piotr Iwanowski (jeszcze w zeszłym sezonie strzegący bramki swojej drużyny!), czy król asyst, Przemysław Girgiel, mógł wreszcie cieszyć się z upragnionego awansu.
Czwarte miejsce zajęła debiutująca w lidze Siódemka. Szeroka kadra, solidny w bramce Łukasz Cieśluk, czy dość skuteczny pod bramką rywala Łukasz Mastalerz, to największe atuty drużyny, która po okrzepnięciu, powinna być jednym z kandydatów do awansu, w kolejnym sezonie. Piąte miejsce dla jak zwykle bardzo chimerycznego Atletico Wola. Ekipa Michała Brewczuka, tradycyjnie pokazała potencjał w kilku spotkaniach, jednak brak stabilności składu i słaba skuteczność pod bramką rywala, to wciąż największe bolączki drużyny, która od kilku sezonów bezskutecznie próbuje włączyć się do walki o awans. Dopiero na szóstej lokacie uplasował się spadkowicz z poprzedniego sezonu, WuBe. Na jego usprawiedliwienie należy przyznać, mocno targany w tym sezonie kłopotami kadrowymi. Siódme miejsce przypadło w udziale SC Celestes, któremu tradycyjnie już w osiągnięciu lepszych rezultatów nie pozwoliła niestabilna kadra, choć na pewno sporym wzmocnieniem okazał się skuteczny Maciej Dutkiewicz. Na ósmej pozycji Chyże Rosomaki, dla których, choć można mówić o małym regresie, porównując z bardzo dobrym poprzednim sezonem, jest to jednak ciągle wynik niezły. Rosomakom wciąż zdarzają się wpadki, jak choćby kończące sezon 0:13 z Pohyblem, ale potrafią też pozytywnie zaskoczyć, np. wysoko wygrywając z WuBe.
Tabelę zamykają z niemal identycznym bilansem bramkowym Shadow i debiutujący w lidze UMFC. Obie ekipy z pewnością sezonu nie zaliczą do udanych, choć obu udało się zaliczyć kilka niezłych występów. Zaskakuje trochę nienajlepsza postawa Shadow, które mimo kilku istotnych wydawałoby się wzmocnień i bardzo dobrej formy Damiana Leciewicza, nie było w stanie nawiązać walki z czołówką. Dla UMFC był to z kolei absolutny debiut, a w większości meczów drużyna pokazała się z niezłej strony, imponując przy tym ambicją i wolą walki. O miejscu w tabeli zadecydował jednak bezpośredni mecz, rozegrany już... w pierwszej kolejce, pewnie wygrany przez bardziej doświadczone Shadow.
![]()
W ZINA II lidze, w grupie A, rywalizacja była bardzo wyrównana, a emocji nie zabrakło do ostatniej kolejki, w której, w dramatycznych okolicznościach, rozstrzygnęły się losy awansu. Ostatecznie historyczny awans do I ligi wywalczył Alpan, który w ostatniej kolejce, w heroicznym boju, grając bez zmian, przy bardzo licznej kadrze przeciwnika, pokonał innego beniaminka, Ajax Bielany, spychając go ostatecznie na czwarte miejsce. Tym samym drugie miejsce i prawo gry w barażu (ostatecznie zamienione na efektowne zwycięstwo) zdobyło Lepiej Nie Pytaj. Obie drużyny, w przekroju całego sezonu pokazały, że mają szerokie i wyrównane kadry, w których można jednak wskazać kilka indywidualności. W szeregach Alpana, na wyróżnienie zasłużył kapitan, Paweł Strzyga, który podobnie jak swój zespół powtórzył sukces indywidualny, po raz drugi z rzędu zdobywając tytuł króla strzelców. Poza nim, w środku pola rządzić i dzielić starali się Michał Dymkowski i Ireneusz Jakóbczyk, w bramce bardzo solidnie prezentował się Mariusz Sokół, a z obrony ambitnie próbowali szarpać bracia Paciorek. Grę Lepiej Nie Pytaj ciągnęli natomiast przede wszystkim aktywny Michał Araźny i król asyst, Mateusz Kwiatkowski, choć na ciepłe słowa zasłużyli też dzielący tytuł króla strzelców Krzysztof Sienicki, czy operujący w środku pola Tomasz Piotrowski.
Kolejny sezon, ze smakiem musiał się obejść natomiast BASF, który co prawda jak zwykle prezentował się bardzo solidnie, jednak kolejny raz do pełni szczęścia zabrakło kilku punktów. Wydaje się, że największą bolączką drużyny Tomasza Fraszczyka wciąż pozostaje skuteczność, a właściwie jej brak, choć w tym sezonie kilkukrotnie rolę egzekutora próbował brać na swoje barki grający w środku pola Tomasz Giedronowicz. Ostatecznie dopiero czwartą lokatę zajął drugi z beniaminków, Ajax Bielany. Ekipa Łukasza Gumnego to przede wszystkim długa i wyrównana ławka rezerwowych na każdym spotkaniu, bardzo twarda gra w defensywie oraz brak zgrania i momentami zbyt duża nerwowość, które nie pozwoliły osiągnąć cel już w premierowym sezonie na drugim froncie. Wydaje się jednak, że zespół, po okrzepnięciu, w kolejnym sezonie ponownie, choć być może bardziej skutecznie powinien włączyć się do walki o awans.
W połowie stawki z identycznym dorobkiem punktowym uplasowały się doświadczone drużyny Akszon Teamu i Chłopców do Bicia. Dla Akszonu, to całkiem udany sezon, w którym widać było popraw jakości w grze, a wózek starali się ciągnąć przede wszystkim aktywni i skuteczni Kamil Dźwilewski i Michał Lenart. W szeregach Chłopców, tradycyjnie skutecznością błyszczał bramkostrzelny Marcin Kolator, ale wydaje się, ze szósta lokata, to wynik zdecydowanie poniżej możliwości spadkowicza z I ligi.
Na siódmym miejscu debiutanci, Olympique, którzy po efektownym początku, zagościli w górnych rejonach tabeli. Im dalej w las, tym było jednak ciężej, czego efektem dopiero siódme miejsce, choć trzeba przyznać, że ekipie Kamila Kościucha, widmo degradacji, nie ukazało się w realnych kształtach ani przez moment. Było ono natomiast, niemal przez cały sezon dużym problemem dla N2O, które dzięki udanej końcówce, zapewniło sobie utrzymanie na kolejny sezon. O to samo, walczyć aż w barażu (dodajmy jednak, że skutecznie) musieli Egoiści, którym choć nie można odmówić potencjału piłkarskiego, ciężko rywalizować na drugoligowym poziomie, często grając bez zmian, lub nawet w osłabieniu. Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy, że czerwoną latarnią ligi, co z pewnością jest dużym zaskoczeniem została ekipa XXX, która w połowie sezonu, wobec problemów kadrowych wycofała się rozgrywek
![]()
W podsumowaniu niektórych lig pisaliśmy, o „wyrównanej rywalizacji”, jednak ten, swoją droga nieco już wyświechtany zwrot, zdecydowanie najbardziej pasuje do tego, co mieliśmy okazję obserwować w minionym sezonie na boiskach ZINA II ligi, w grupie B. Niemal przez cały sezon tabela była niezwykle spłaszczona, a kolejny truizm, że „każdy może wygrać z każdym” nabierał jakby bardziej realnego znaczenia. Ostatecznie, zatryumfowała młodość, bowiem pierwsze dwie lokaty zajęły najmłodsze ekipy w stawce. Pierwsze miejsce i bezpośredni awans do pierwszej ligi, dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu zdobyli Satelitos. Ekipa Adama Kruszeńskiego, po kilku sezonach bezowocnych starań, dzięki wzmocnieniu i poszerzeniu składu, zdołała zdystansować resztę stawki w końcowych fragmentach sezonu. Tradycyjnie formą błyszczał Sebastian Bulik, choć tym razem, miał mocne wsparcie w partnerach, wśród których należałoby wyróżnić choćby Tomasza Jagiełło, wracającego do formy po kontuzji Mariusza Uzdowskiego, czy Michała Kopkę.
Drugie miejsce i to jedynie, ze względu na gorszy bilans bramkowy zajął niespodziewanie BKS 04 Górki. Beniaminek to bodaj najmłodszy zespół w lidze, który w przekroju całego sezonu zaimponował, ładną dla oka grą, często i długo utrzymując się przy piłce. Skuteczność z trzecioligowych potyczek, potwierdził Artur Jaszczak, a defensywą udanie kierował Kamil Kucharski. Górkom do awansu zabrakło jednak w kluczowym momencie (czyt. barażu) nieco doświadczenia i spokoju i po bolesnej porażce z Lepiej Nie Pytaj, marzenia na awans muszą odłożyć na kolejny sezon.
Tuż za liderami, utytułowany spadkowicz z I ligi, Ciociosan, któremu niewiele zabrakło, by błyskawicznie powrócić do elity. Ciociosan potwierdził swojej atuty, znane już z pierwszej ligi, a wiec duże zgranie oraz wyrównany, choć stosunkowo krótką kadrę. Skuteczność odzyskał Mariusz Solecki, a do tego, bardzo dobry sezon zaliczyli, Daniel Ostrowski, czy wybrany najlepszym bramkarzem ligi, Kajetan Ciećwierz.
Na czwartym miejscu Dimetylotryoptamina, która, osierocona w połowie sezonu przez króla strzelców poprzednich rozgrywek, Piotrka Sitka, nie była w stanie skutecznie powalczyć o awans. DMT tradycyjnie imponowało twardą postawą w defensywie, jednak zabrakło błysku w poczynaniach ofensywnych, choć nieco jakości dodał transfer Rafała Duka z Lantry. Kolejne miejsca w tabeli z takim samym dorobkiem punktowym zajęły Yelonky i Chaos. Jedni i drudzy udowodnili, że są nieobliczalni, a ich dyspozycja w dużej mierze uzależniona jest od składu osobowego na dany mecz. Szczególnie dużym zaskoczeniem jest tak odległe miejsce Chaosu, który po efektownym zwycięstwie w trzeciej lidze i mając w składzie takie indywidualności jak Kamil Tarapacz, czy Szymon Golonka (trzeci sezon z rzędu odpowiednio najlepsi strzelcy i asystenci w swoich ligach) typowany był do roli faworyta również w rozgrywkach drugiej ligi. Tuż nad kreską znaleźli się Bulbez Team Bemowo i Szmeterlink, których z pewnością taki rezultat nie satysfakcjonuje. Bulbez wobec absencji lub kiepskiej frekwencji na meczach czołowych zawodników, nie był w stanie nawiązać równej walki z czołówką, kadrę Szmeterlinku, zdziesiątkowała z kolei plaga kontuzji. Z druga ligą żegna się natomiast Finlandia, która mimo ambitnej postawy do ostatniej kolejki, po raz drugi musi przełknąć gorycz spadku. Wszystko za sprawą pechowej porażki, w decydującym, barażowym meczu z Egoistami.
![]() ZINA I ligę, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać zdominowały dwa zespoły. Od pierwszych kolejek zdecydowaną przewagę osiągnęły i między sobą losy mistrzostwa rozstrzygnęły Akukaracza i FC Ursynów. I tradycyjnym wynikiem zakończyła się ta rywalizacja. Tym razem, w bezpośrednim starciu, już w drugiej kolejce, obaj faworyci musieli zadowolić się podziałem punktów. Jak się później okazało, kluczowa dla losów mistrzostwa okazała się jednak porażka Ursynowian z TBD w dziewiątej kolejce. Warto odnotować, że na przestrzeni ostatnich siedmiu sezonów to piąty tytuł mistrzowski dla Akukaraczy i piąte wicemistrzostwo dla FC U. Ostateczna dominacja Akukaraczy jest jednak niepodważalna: najlepszy atak (średnia ponad 3 gole na mecz) i najlepsza obrona (zaledwie 9 goli straconych w 11 meczach) mówią same za siebie. W ekipie Michała Załugi, na wyróżnienie zasłużyli między innymi, uznany najlepszym bramkarzem ligi, Marcin Rogal, czy niezwykle skuteczny w ofensywie Marcin Napierski. W Ursynowie tradycyjnie grę ofensywną napędzał skuteczny Patryk Kościanek, ale znakomity sezon ma za sobą także świetnie spisujący się bramce Mateusz Manart. Ponownie jednak do mistrzostwa zabrakło koncentracji w końcówce sezonu. Na najniższy stopień podium, po krótkiej, jednosezonowej nieobecności wrócił Bukat Diablos. Drużyna Tomka Krusińskiego, to przede wszystkim jedyny zespół, który ma „na rozkładzie” mistrza – w spotkaniu z wieloma podtekstami pokonał go pewnie 4:1. Diablosi, po kilku ciekawych transferach, jak choćby przyjście doświadczonego Jarosława Rogozińskiego, czy niezwykle dynamicznego Yusupura Bohy, zaprezentowali w kilku meczach dojrzały futbol, zasłużenie wracając na trzecie miejsce.
Tuż za „pudłem” wciąż niespełnione i nieobliczalne TBD, które potrafiło rozgromić aż 5:1 walczący o mistrzostwo Ursynów, by w innym meczu przegrać ze spadającymi z ligi Oposami. TBD, to jednak przede wszystkim – Piotr Grabowski – zdecydowanie najlepszy zawodnik całej Ligi Bemowskiej, który całkowicie zdominował rozgrywki, z imponującym dorobkiem 20 goli i 11 asyst, zdobywając dublet: statuetki dla króla strzelców i najlepszego asystenta ligi.
Na piątym miejscu, doświadczony Drink Team. Ekipie Maćka Misiałkiewicza tradycyjnie, w osiągnięciu lepszych rezultatów nie pozwoliła bardzo nieprzewidywalna frekwencja na meczach, choć jak zawsze z przodu szarpał bramkostrzelny Łukasz Tippe. „Oczko” mniej i zarazem jedno miejsce w tabeli niżej uplasował się najlepszy z beniaminków, UTS, który w przekroju sezonu wyróżniał się silną, szeroką kadrą, dużą walecznością i twardo grającą defensywą z ofensywnie usposobionym Michałem Słomskim na czele. Na siódmej pozycji, ostatniej gwarantującej tzw. „bezpieczny środek” – drugi z beniaminków, Chemik Bemowo, który zaprezentował podobne walory, jak wspomniany przed chwilą UTS – szeroką kadrę na niemal każde spotkanie i bardzo ambitną, waleczną postawę. Chemikom zabrakło odrobiny wyrachowania i spokoju w kluczowych momentach, jednak bez wątpienia, jest to zespół z dużymi możliwościami, dobre rokujący na przyszłość. Na indywidualne laurki zasłużyli imponujący skutecznością pod bramką rywala Hubert Marciniec i szarżujący na skrzydle Maciej Skurzyński.
Ostatnie pięć drużyn, niemal desperacko, do ostatniej kolejki walczyło o utrzymanie. Ostatecznie ta sztuka udała się Lantrze, oraz niemal rzutem na taśmę, trzeciemu z beniaminków, Freestyle Teamowi. Lantra, dotychczas zawsze imponująca szeroką kadrą, tym razem z reguły dysponowała znacznie węższą ławką rezerwowych, co znalazło też przełożenie na postawę całego zespołu. Jeszcze większe kłopoty miał FT, którego kadrę, niekiedy bardzo poważnymi urazami, mocno przetrzebiły kontuzje. Na szczęście, miała w swoich szeregach świeżo pozyskanego Łukasza Bednarskiego, który do pierwszej ligi powrócił w dobrym stylu, ponownie plasując się w czołówce najlepszych strzelców.
Z pierwsza ligą żegnają się natomiast FC Mokotów, FC Oposy oraz Królewscy. Kłopotów dwóch pierwszych z wymienionych zespołów należy się doszukiwać w mało stabilnych kadrach i problemach w ataku. Żaden z wymienionych zespołów, nie był w stanie wykreować bramkostrzelnego snajpera, który byłby w stanie zapewnić kilka punktów swojej drużynie. Królewscy natomiast ponownie wracają do drugiej ligi, co jest pewnego rodzaju niespodzianką. O takiej, a nie innej lokacie zespołu, zadecydowała przede wszystkim słaba postawa w obronie, bo to właśnie czerwona latarnia ligi straciła zdecydowanie największą liczbę bramek ze wszystkich pierwszoligowców.
|